Usiadła przy stole i strapiona wsparła głowę na dłoniach.
– Och, takie nieszczęście…
Derwan zbliżył się do niej i położył dłoń na jej ramieniu.
– Przykro mi, ale mogłaś mi wcześniej powiedzieć. Teraz, gdy zdaję sobie z wszystkiego sprawę, będę musiał udać się do ojca Justyny. Moja matka wyrzuci ją niezwłocznie.
– Proszę pana, niech ją pan ubłaga, żeby zaczekała choć kilka dni.
Błagalne spojrzenie dziewczyny zmiękczyło jego serce.
– Spróbuję. – Odsunął się, ale zanim wyszedł, zapytał:
– Czy to prawda, że i ty coś do mnie czujesz? Justyna mówiła, że…
– Nie, proszę pana – odparła, podkreślając twierdzenie kręceniem głowy na boki. Poczuł zawód, który początkowo był dla niego niezrozumiały. Dopiero gdy znalazł się sam na sam ze swoimi myślami, zrozumiał, że tym razem to on zakochał się nieszczęśliwie.


