Zaczynają już powoli do nas spływać pierwsze bardzo dobre recenzje KOCHAJ MNIE MIMO WSZYSTKO 💙 . Premiera już 12 kwietnia, ale zanim to nastąpi, mamy dla Was coś bardzo ciekawego. Tym razem udostępniamy Wam nie jeden lecz kilka fragmentów powieści. Te literackie kadry stanowią ciekawy kolaż emocjonalny, który być może zaciekawi Was i skłoni do sięgnięcia po całość.
***
Siedziałam w parku, przyglądając się białemu karteluszkowi, na którym miałam wypisaną delotę pełną badań. W tym marker nowotworowy CA-125. Byłam wstrząśnięta diagnozą:
– To może być rak, dlatego musi pani zrobić jeszcze te badania – powiedziała miła pan doktor.
Przeszyła mnie fala paraliżującego lęku. Z torebki wyciągnęłam receptę i telefon komórkowy. Przez chwilę chciałam zadzwonić do Darka, ale później zrezygnowałam. „Nie, będę go martwić.” Sama byłam jeszcze w szoku. Wstałam, aby udać się do najbliższej apteki. Musiałam wykupić hormony, które miały pomóc mi w leczeniu endometriozy. Najpierw jednak musiałam zaczekać na badania… Zamknięta w gnającej na oślep analizie przyszłych zdarzeń i ich konsekwencji, usłyszałam w myślach echa słów ginekolożki:
– Jeśli to endometrioza, co wstępnie potwierdzi to badanie, musi pani wiedzieć, że może pani mieć problem z zajściem w ciążę. Jest już pani po trzydziestce, więc szanse na dziecko będą z czasem maleć. Proszę porozmawiać z partnerem o ewentualnej ciąży. To mogłoby na jakiś czas zmniejszyć dolegliwości bólowe i możliwe, że torbiele same by się wchłonęły. Jeśli terapia hormonalna nie przyniesie skutku, trzeba będzie wykonać zabieg usunięcia torbieli. Jeśli torbiel znacznie rozrośnie się, trzeba będzie także wyciąć zajętą część jajnika…
„To w każdym wypadku jest bardzo zła wiadomość. Boże, co ja mam teraz zrobić?”
Zawróciłam spod drzwi apteki i ruszyłam prosto do malutkiego kościoła, który stał o pięć minut drogi dalej. Po drodze mijałam matki z wózkami, dzieci wracające ze szkoły, pary zakochanych nastolatków, samotnych starców i wyobrażałam sobie tragedię, która mogła rozegrać się w moim życiu. A raczej rozerwać je na strzępy!
– Czasem usuwa się torbiele razem z jajnikami. Potrzebny jest dobry chirurg… – huczało mi w głowie od tych nawracających w myślach słów.
Nadmiar złych wiadomości przerósł moją małą głowę. Gdy tylko weszłam do przedsionka kaplicy i uklękłam na drewnianym podeście klęcznika, wybuchłam niekontrolowanym płaczem.

***
Popatrzyłam, jak z uśmiechem na ustach przygląda się pejzażom widocznym zza okna przedziału. Ulżyło mi, że poczuł się lepiej. Wtuliłam się w niego z radością, w końcu mogłam się do niego normalnie przytulić, bez żadnego gadania czy protestów. Posadził mnie pod oknem, żeby odgrodzić mnie od przejścia między siedzeniami, które napawało mnie strachem. Przechodzący w tę i drugą stronę obcy mi ludzie trącali mnie. Powodem był wysoki wzrost mojego narzeczonego, który zajmował nieco więcej miejsca niż ja, niska chudzina – musiałam siedzieć na samym skraju siedzenia. W wagonie panował tłok, mnie było duszno, a przed nami siedział jakiś facet, który zajmował dwa siedzenia na raz… Dlatego wymieniliśmy się z Darkiem miejscami.
– Mnie będą się bali dotknąć! – stwierdził, gdy usiadł na moim miejscu. Jego lewe kolano sterczało swobodnie na linii przejścia. Ludzie faktyczni omijali je, jakby bali się naruszyć jego nietykalność pod groźbą wrogiej reakcji.
– Tak, wyglądasz na groźnego! – zażartowałam i popatrzyłam odruchowo na uchylone górą okno starego przedziału. Miałam dopływ świeżego powietrza, na szczęście.
– Ciiichoo! – Nachylił się do mojego ucha i wyszeptał: – tylko ty możesz wiedzieć, że w rzeczywistości jest inaczej.
– Nie powiedziałabym.
– Jestem groźny?
– Na tyle, żebym nie bała się podróżować publicznym środkiem transportu, siedząc u twojego boku.
Pocałunek w czoło przypieczętował moje poczucie bezpieczeństwa. Narzeczony sprawował nade mną opiekę, więc nic złego nie mogło mi się przydarzyć.
***

Poderwałam się i usiadłam na łóżku. Mimo odsłoniętych okien, na zewnątrz panował półmrok. Padał deszcz. Tak smutno zawodził wiatr. Wstałam i chwiejnym krokiem zbliżyłam się do okna. Zerknęłam w dół, ku ulicy, po której przemykali ludzie w kurtkach przeciwdeszczowych, dzierżący w dłoniach parasole. Jakiś samochód ochlapał starszą panią ciągnącą za sobą wózek z zakupami. Wściekła się. Z jej ust wyczytałam siarczyste przekleństwo. Taki zwyczajny, szary, obcy i zły świat… „Co ja tutaj robię, Boże?” Powróciłam do łóżka. Nie chciałam wstawać, tylko znów zasnąć. „Na pewno już przyjechał po swoje rzeczy i odszedł na zawsze. Po co mam wstawać?” Nakryłam się cała kołdrą. W tych ciemnościach przypomniałam sobie słowa Bartka, o tym, że każdy człowiek, którego Bóg powołuje do życia, ma do wypełnienia jakąś misję na tym świecie. „Do czego może być powołana istota taka jak ja? Bezpłodna, słaba, wysoko wrażliwa i bezbronna, której nie da się kochać?”
– Do czego jestem ci potrzebna, Boże? – wyszeptałam.
Coś w sercu powiedziało mi: „Żebyś kochała innych.”
***
Niósł mnie powoli, jakby delektował się tą bliskością. Przytulona do niego, czułam, jak cennym skarbem jestem w jego ramionach. Niósł mnie tak, jakby robił to po raz ostatni. A ja nie byłam w stanie powiedzieć ani słowa. Bałam się, że zepsuję tą chwilę swoim nieporadnie złożonym zdaniem. Przyszło nam teraz podjąć ważne decyzje, które miały pociągnął za sobą nieodwołalne zmiany.

Chcesz kupić wydanie papierow w dobrej cenie? Weź udział w akcji KUP TANIEJ KSIĄŻKĘ DRUKOWANĄ.

