Narzeczona bez zobowiązań fragment książki
BLOG Narzeczona bez zobowiązań

Ewelina C Lisowska NARZECZONA BEZ ZOBOWIĄZAŃ Fragment książki

NARZECZONA BEZ ZOBOWIĄZAŃ fragment książki opublikowany z okazji nadchodzącej premiery 27.03.2024.

Ewelina C. Lisowska

NARZECZONA BEZ ZOBOWIĄZAŃ

5. Nieszczęśliwa narzeczona

„Ludzie mogą sobie pomyśleć, że jesteśmy sobie bliscy.”

            Uparł się, aby ją osaczyć? Czy też był to spisek obojga? Spacerowała po parku u boku swojego pana i podtrzymywała staruszkę, która powoli przebierała swoimi nogami po brukowanej alejce. Milecka zdawała się być z siebie bardzo zadowolona, uśmiechała się od ucha do ucha i kłaniała się każdej napotkanej osobie. Ludzie dziwnie im się przyglądali – pewnie wszyscy dobrze wiedzieli, kim byli ci wielcy państwo, którzy pokazywali się publicznie z damą wątpliwego pochodzenia. Wyglądała dobrze, prawie tak samo dystyngowanie jak jej państwo, lecz z pewnymi różnicami. Cieszyła się w tej chwili z faktu, że ma na dłoniach rękawiczki. Gdyby któraś dama dostrzegła, że nie ma na palcu pierścionka zaręczynowego, niewątpliwie puściłaby plotkę, że Drohojowski ma utrzymankę i jeszcze się z tym publicznie obnosi. Na samą myśl poczuła niesmak. „Nigdy nie posunęłabym się do czegoś tak niegodnego!” Póki miała na swoich dłoniach rękawiczki, nikt nie mógł zgadnąć, kim była dla tych dwojga.

Hrabina Milecka kazała podprowadzić się do ławeczki znajdującej się naprzeciwko dużej fontanny, która o tej porze roku jeszcze radośnie chlupała wodą. Elena nie śmiała zająć miejsca na ławce, gdy Drohojowski stał. Musiała przecież okazać mu szacunek właściwy jego tytułowi. On zaś nie miał zamiaru siadać, gdy w jego towarzystwie stała dama. Stali więc oboje naprzeciwko siebie i słuchali paplania cioci. Dostrzegłszy fotografa, który robił zdjęcia ludziom w parku, Walercia poprosiła swojego siostrzeńca, żeby go do nich przywołał.

– Chcę mieć pamiątkę – poprosiła, błagalnie uśmiechając się do Dalebora.

Elena widziała, że mężczyzna niechętny był tej prośbie krewnej, jednak pokornie spełnił jej życzenie.

            – Państwo staną obok siebie, o tak… – mówił fotograf, gdy chwilę później ustawiał damę do towarzystwa obok hrabiego. – Starsza pani może siedzieć. Ale pan niech chociaż weźmie małżonkę pod rękę! – biadolił zgryźliwy, krępy czterdziestolatek. – I proszę się uśmiechnąć! To będzie pamiątka na całe życie!

Ujął jej dłoń, położył ją na swoim przedramieniu i już nie odsunął się, lecz zakrył jej drobną rączkę swoją szeroką, dużą dłonią i podtrzymał uścisk. Nie zaprzeczył, że łączy ich poważny związek. Poczuła się dziwnie, jakby ten nieznajomy arystokrata chciał objąć ją swoją opieką wbrew jej woli. Nie chciała tego, jednak dziś wyróżniał ją w sposób szczególny, okazywał wszelkie uprzejmości. Bała się, co pomyślą sobie ludzie, gdy rozniesie się po mieście wieść, że oto hrabia Drohojowski pozował do zdjęcia pod rękę ze służącą. Nie chciała być winna ujmie, która widniałaby na jego nazwisku, gdyby ktoś uznał ich za kochanków!

– Uwaga! Zaczynamy! Niech się państwo nie ruszają!

Stali tak dłuższą chwilę. Ciepło jego ręki czuła przez tkaninę jego surduta, podobnie jak temperaturę męskiego ciała, które ogrzewało ją swoją bliskością. I ta druga dłoń, co tak opiekuńczo nakrywała jej rączkę z góry; i do tego uścisk, który trwał nieprzerwanie… „Dlaczego nie zaprzeczył, że jesteśmy razem?” Nie ruszała się, tak jak kazał fotograf, i roiła w swojej głowie najróżniejsze scenariusze i powody jego zachowania.

            Zapewne nie domyślała się, dlaczego artysta nazwał ją jego żoną. Skąd mogła wiedzieć, co powiedział temu człowiekowi?

– Proszę pana o zrobienie zdjęcia mojej cioci oraz małżonce – poprosił sprytnie fotografa. Chciał, żeby w mieście aż huczało od plotek na ich temat! Chciał, żeby zaczęto go kojarzyć z nią. Nieważne było to, że jest jedynie damą do towarzystwa. Od chwili gdy zdecydował, że jej pomoże, wszystko zaczął stawiać na jedną kartę.

Stała teraz obok niego, tak blisko jak prawdziwa żona, i musiała znieść jego dotyk. „Czy jest on jej niemiły?” Nawet nie mógł tego sprawdzić, gdyż musiał stać w miejscu, nie ruszając się. Chętnie postałby jeszcze dłużej w jej bliskości, trzymając tak czule jej dłoń, jednak fotograf w końcu pozwolił im się ruszyć.

– Och! Jak cudownie, moje dzieci! – mówiła podekscytowana ciotka Waleria. – Będzie taka piękna pamiątka! Dalciu, zapłać panu!

Niechętnie puścił jej dłoń, z przykrością żegnając się z jej dotykiem. „Czyż jeszcze kiedyś będzie mi dane jej dotknąć?” – pomyślał, wciąż czując na sobie wspomnienie jej uścisku. Podszedł do fotografa.

– Dziękujemy panu. Proszę o trzy odbitki i wysłanie ich na adres Willowa 4, do pani hrabiny Walerii Mileckiej. – Zapłacił mężczyźnie, po czym odwrócił się w stronę swoich dam. Teraz mógł dokładnie obejrzeć efekt swojego postępowania.

            Dopiero teraz Elena poczuła, że jej policzki są rozgrzane skrępowaniem, które napełniło ją po same brzegi, gdy Dalebor stał tak blisko niej. Ciotka żywo gestykulowała i opowiadała, jak kiedyś portretowano ją w pięknych kreacjach u boku nieżyjącego męża, ale ona nie potrafiła się skupić na jej słowach. Spojrzała na swojego pana i wtedy po raz pierwszy dostrzegła w jego oczach czułość – nie potrafiła jej niczym wytłumaczyć. Szedł w jej stronę, nie odrywając od niej swoich zielonych oczu – zupełnie jakby nie widział świata poza nią. Spuściła głowę, aby ukryć swoje głęboko skrywane emocje, wzbudzone jego zachowaniem. „To niemożliwe. Pan hrabia nie mógłby się we mnie zakochać!” Na samą myśl odczuła mieszaninę uczuć, które przemknęły przez jej serce tak szybko, że nie zdążyła ich nazwać.

– A teraz idziemy na herbatę! Bardzo zmarzłam na tym spacerze. Wy się przynajmniej zagrzaliście od siebie, a ja! Jak ta kurka na ławce, sama… – żartowała się Milecka, spoglądając to na jedno, to na drugie. Aż serce się jej radowało, gdy słyszała i widziała, jak odważnie Dalebor zachował się względem Eleny. Te ukradkowe spojrzenia obojga, rumieńce na jej twarzy i czułość w jego oczach. „Tak, jeszcze chwila i będę sobie bardzo bliscy. Ale to dobrze, bo czasu jest mało! Jej zaręczyny lada chwila!”

            Popijali herbatę w milczeniu, tylko ciotka wciąż opowiadała o swoim zmarłym mężu.

– Eleno, mój mąż był bardzo podobny do Dalcia. Też był taki wysoki, barczysty i przystojny – zachwalała siostrzeńca z nadzieją, że uda jej się wyeksponować jego zalety przed młodą damą. Ona jednak zdawała się być nieobecna. Spoglądała wszędzie, byle nie patrzeć na mężczyznę, który siedział teraz naprzeciwko niej.

– Kochana, podasz mi album ze zdjęciami? Jest tam, na stoliku pod oknem… – wskazała jej dłonią. Gdy dostrzegła, że Dalebor wstaje, aby ją wyręczyć, prędko dała mu znak mrugnięciem, aby został. Dobrze wiedziała, że znalezienie albumu zajmie dziewczynie nieco więcej czasu, ale to dawało jej chwilę na przekazanie wiadomości siostrzeńcowi.

Panienka podniosła się z krzesła i powoli udała się we wskazane miejsce. Niestety, nie znalazła albumu.

– Przykro mi, ale nie ma go tutaj…

– Poszukaj, kochana, na półce z książkami! – rzekła głośno, po czym szeptem zwróciła się do Dalebora: – Odwieź ją dziś dłuższą drogą. Wymyśl coś! Byle byście tylko dłużej byli sami.

– Nie mogę się aż tak narzucać – rzekł chłodno, jakby brakowało mu ikry.

Chciała mu jeszcze coś powiedzieć, ale obejrzała się przez ramię i dostrzegła, że jej dama do towarzystwa znalazła to, czego szukała.

– Cicho, wraca – szepnęła.

Elena podała staruszce upragniony przedmiot.

– Proszę, czy to ten, proszę pani hrabiny?

– Tak, Złotko. Och! Ale zgłodniałam! Moglibyście pójść razem po te powidła z róży, które jedliśmy ostatnio? Powinien być jeszcze jeden słoiczek!

– Ja zajdę sama, już wiem, gdzie to jest. Proszę siedzieć panie hrabio, dam sobie radę! – dodała pospiesznie, gdy zobaczyła, że mężczyzna wstaje. W jego oczach dostrzegła zawód. Tak, był zawiedziony tym, co powiedziała. Chciał znów się do niej zbliżyć, była tego pewna. Miała mieszane uczucia.

– Chętnie posłużę pannie wsparciem, mogę trzymać lampę – podjął jeszcze tę jedną próbę.

– Nie, poradzę sobie! – rzuciła i czym prędzej wyszła z pokoju.

            Zrozumiał, że jego bliskość była jej niemiła. Uciekła przed nim. Nie chciała, żeby przebywał w jej towarzystwie, nawet w roli stojaka na lampę gazową. Poczuł się tym do głębi dotknięty. Znajomy ból serca dał o sobie znać.

– Nie poddawaj się! Ona mięknie. Tylko nie odpuszczaj – dopingowała go ciocia.

Spojrzał w pełne wiary oczy krewniaczki i powziął decyzję.

– Już czas na mnie. Za długo tutaj siedzę. Ona musi czuć się skrępowana moją obecnością.

– Dalebor! Nie odpuszczaj! Walcz! To twoja szansa na normalne życie!

– Ciociu! Proszę! – przerwał jej stanowczo. – Już zbyt wiele razy to przeżywałem…

– Nie bądź tchórzem, książę! – wzięła go pod włos.

– Nie nazywaj mnie tak, bo ona to usłyszy! – warknął cicho.

– Przecież nim jesteś! Dla mnie zawsze będziesz księciem!

Odwrócił się, aby wyjść, ale ona rzuciła jeszcze:

– Jesteś tchórzem!

Odwrócił się w jej kierunku. Dobrze wiedział, że wcale tak o nim nie myślała. Chciała go sprowokować do walki, ale on już podjął decyzję.

– Do widzenia, ciociu – rzekł spokojnie.

– Dalebor! – krzyknęła za nim, gdy wychodził. Po chwili już go nie było. – No i uciekł! To już po wszystkim – zasępiła się.

            Ujrzał ją, gdy zakładał surdut w holu. Właśnie wychodziła z korytarza od strony pomieszczeń gospodarczych. Zdumiona tym nagłym spotkaniem, lekko rozchyliła swoje usta, jakby chciała o coś zapytać. Powoli zbliżyła się w jego kierunku. Miał ochotę uciekać, gdzie pieprz rośnie, jednak nie potrafił trafić drugą ręką do rękawa, więc kilka razy idiotycznie okręcił się dookoła swojej osi.

– Pomogę panu hrabiemu. – Złapała za rękaw, do którego nie mógł trafić. Mimo to musiał ściągnąć płaszcz, aby pomogła mu go założyć po raz kolejny. – Myślałam, że zostanie pan na powidła.

W jej głosie wyczuł coś w rodzaju żalu. I tylko ta słodko brzmiąca nutka sprawiła, że odwrócił się w jej stronę. Gdy ujrzał te brązowe, zatroskane oczy, skierowane wprost na niego, zmiękł i już nie potrafił od tak odejść. Jej rozchylone wargi zapytały z troską:

– Czy coś się stało? Mogłabym jakoś panu hrabiemu pomóc?

– Eleno, proszę… Zwracaj się do mnie po imieniu. Ranisz moje uszy tymi zbędnymi tytułami – usłyszał swój głos, jakby spoza siebie. Lecz za późno było na cofnięcie tych słów.

– Przepraszam, po prostu… służba kręci się po willi i nie chciałabym, żeby ktoś opatrznie zrozumiał naszą relację.

„Relację? Jest więc jakaś relacja między nami?” – w jego sercu zaświtała nadzieja.

– Co masz na myśli?

– Ludzie mogą sobie pomyśleć, że jesteśmy sobie bliscy. – Spuściła wzrok i zaczerwieniła się po same uszy.

Tak, właśnie na to czekał. Była onieśmielona, lecz nie był jej niemiły.

– Niech sobie ludzie myślą, co chcą. Nie obchodzi mnie to. Najważniejsze jest to, co ty myślisz, Eleno. – I postanowił ją podejść z innej strony. – Co ty właściwie o mnie myślisz?

Zdumienie, później niepewność, strach… ale nie niechęć. Tego mu trzeba było.

Zastanowiła się, dobrze wyważyła słowa, po czym odpowiedziała cicho:

– Jesteś dobrym człowiekiem, Dalebor. – Uśmiechnęła się i po raz kolejny spuściła wzrok.

„Jeszcze tylko to jedno pytanie…”

– Czy twoim zdaniem byłbym dobrym mężem?

            „Och! Dlaczego on mnie o to pyta? Przecież to nie może być prawda! Nie mógłby się we mnie zakochać i poprosić mnie o rękę! Choć milej byłoby mi wyjść za kogoś, kto mnie kocha niż za tego Kurskiego.” Jeszcze chwilę rozważała wszelkie za i przeciw swojej prawidłowej odpowiedzi, a później orzekła w zgodzie ze swoimi przekonaniami:

– Tak, twoja żona będzie kobietą szczęśliwą.

Zaczekała na jego reakcję, na to pytanie, które aż się napraszało. Lecz on rzekł jedynie:

– Dziękuję ci za odpowiedź. Do widzenia! – Odwrócił się, aby wyjść. Po chwili jednak zawrócił, ujął jej dłoń i ucałował ją. Z zadowoleniem spojrzał na przechodzącą obok nich służącą. „A niech sobie myślą, że jest dla mnie ważna!” Później zerknął jeszcze na moment w oczy swojej wybranki. – Do szybkiego zobaczenia!

Odszedł, pozostawiwszy ją bez słowa. Była rozczarowana. „Pomyliłam się. To jednak nie to… A myślałam, że poprosi mnie o rękę, że moje życie nagle się odmieni. Ale życie to nie bajka.” Przypomniała sobie o tym, że już niedługo stanie się żoną starca, który obróci całe jej życie w ruinę. „Będę żoną, lecz nie będę kochała. Będą kochanką, lecz nie ukochaną.”

            „Tak, twoja żona będzie kobietą szczęśliwą.” – cały przepełniony był jej słowami, które kazały mu wierzyć w to, że to może się wydarzyć! Chciał dać jej odrobinę wytchnienia od swojego towarzystwa. Postanowił nie zawozić jej tego dnia do domu, ale zjawić się dopiero jutro rano, tak jakby miał o wiele więcej do zrobienia niż jedynie przebywanie w jej towarzystwie. Jednak nie potrafił pozbyć się chęci zobaczenia jej, dlatego jeszcze tego samego dnia zajechał do willi swoim kabrioletem, gdy miała już wychodzić do domu.

Spotkał ją przy drzwiach. Właśnie wychodziła na schody.

– Witaj Eleno! Przyjechałem po ciebie, aby zawieźć cię do… – przerwał, dostrzegłszy, że dziewczyna ociera łzy. – Co się stało?

Przyjrzał się z góry jej skulonej postaci, jakby pogrążonej w bezkresnym cierpieniu. Była taka drobna i krucha. Poczuł, że chciałby ochronić ją przed całym światem.

– Powiedz, co się stało? – Położył ręce na jej ramionach. Cała drżała z emocji. – Powiedz mi, a ja już wszystkim się zajmę.

            To zabrzmiało jak obietnica, lecz ona nie śmiała wyznać mu powodu swojej rozpaczy. Dziś rano dowiedziała się, że jeszcze tego wieczora zostanie jej przedstawiony przyszły mąż. Bała się, umierała ze strachu. Przez cały dzień dręczyły ją wyobrażenia jej przyszłego życia u boku starca. Baron zapewne zechce ją wykorzystać. I to nie raz!

Hrabia był dla niej taki dobry. Ujął ją pod ramię i powoli sprowadził po schodach. Nic nie widziała na oczy, które po brzegi wypełnione miała łzami. Pomógł jej wsiąść do kabrioletu zaprzężonego w czarnego konia, a później ruszył, nie zapytawszy już więcej o powód jej rozpaczy.

– Pojadę dłuższą drogą, żebyś mogła trochę odetchnąć – wytłumaczył i skręcił w inną stronę niż zwykle. Nigdy tamtędy nie jechała. To była miła odmiana, która zaowocowała w niej minimalną dawką spokoju. Zdołała się uspokoić na tyle, aby móc przejrzeć na oczy. On wciąż milczał, a ona nie chciała mówić. „Bo po co? I tak już nic nie zmieni mojej przyszłości.” – rozpaczała w sercu.

            Ulżyło mu, gdy w końcu przestała płakać. W pewnej chwili nawet jemu samemu zachciało się uronić kilka łez – tak był przejęty jej stanem. Nie chciał tak prędko się z nią rozstawać, dlatego wybrał dłuższą drogę. Wspólnie spędzony czas miał sprawić, że zbliżą się do siebie jeszcze bardziej niż tam, w parku. Milczenie trwało, lecz nie było ono nieznośne. Dostrzegał w nim nutkę subtelnej intymności, która przyniosła ulgę także i jemu. Z każdą chwilą coraz bardziej zbliżali się do celu, i z każdym momentem pragnął przedłużyć tę bliskość między nimi. Lecz nie potrafił zatrzymać czasu. W chwili, gdy zajechał na znajomą mu brukowaną drogę, przechodzącą w polną drożynę wyściełaną błotem, poczuł ogromną tęsknotę. Siedziała tuż obok niego jego droga Elena, a po jej policzkach znów spływały łzy.

            Nie potrafiła dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Nie wyznała Mileckiej, że widzi ją dziś po raz ostatni. Postanowiła także nie mówić tego Daleborowi, bo ten zapewne zechciałby jej pomóc. „Lecz tutaj już nic nie pomoże. Jestem stracona na zawsze.” Gwałtownie wstrząsnął nią płacz. Później poczuła, że w objęcia biorą ją czyjeś ramiona. To Dalebor przytulił ją do siebie i zaczął gładzić po plecach pocieszająco. Wtuliła się w niego jak w ostatnią deskę ratunku. „Błagam zabierz mnie stąd! Nie pozwól mi wyjść za tego człowieka! Dalebor, ratuj mnie!” – krzyczała w swoich myślach, nieprzerwanie łkając.

– Eleno, powiedz mi to, wyznaj mi to, co cię tak dręczy – zwrócił się ku niej współczującym tonem, pełnym silnych emocji, które ledwie trzymał na wodzy.

– Nie będę już mogła opiekować się pańską ciocią. Proszę znaleźć dla niej dobrą damę do towarzystwa – odpowiedziała i powoli się od niego odsunęła.

Zrozumiał, o czym mówiła.

– Czy jeszcze jutro zjawisz się?

– Nie.

Otarła łzy. Wiedziała, że rozmawia z nim po raz ostatni. Spojrzała na niego błagalnie. „Ratuj mnie, Dalebor!”

Lecz on nie zrozumiał jej niemego krzyku. Pomógł jej zsiąść, po czym przytulił ją do siebie ponownie.

– Czy to już naprawdę koniec? – zapytał cicho.

– Dziś ostatecznie stracę moje życie – wyznała w końcu.

– Pojedź ze mną, ucieknijmy! – Przytulił ją jeszcze mocniej. Nie chciał wypuszczać jej z rąk. Zrozumiała to, lecz nie śmiała go o to prosić.

– Nie. – Odsunęła się, z żalem rezygnując z ostatniej szansy jaką dawał jej los. Ruszyła przed siebie. A on długo stał i patrzył za nią, aż w końcu zniknęła mu z pola widzenia. „To już dziś! Dziś mogę ją ostatecznie stracić. Nie, to się tak nie skończy!”

Ewelina C Lisowska NARZECZONA BEZ ZOBOWIĄZAŃ fragment książki

ZAMÓW KSIĄŻKĘ DRUKOWANĄ

Znajdź inne cytaty z powieści na naszych mediach społecznościowych

Instagram

Facebook

Tik Tok

Ewelina C Lisowska

Polska autorka romansów historycznych i współczesnych, romansów science-fiction oraz komedii romantycznych. Miłośniczka dobrego słowa pisanego i cudownych filmów. Autorka powieści: Substytuty Miłości, Wiek-nieważny cz. 1, 2, 3..., Natura Derwana, Walerian i Róża, Królowa żebraków... Autorka okładek książek i założycielka Wydawnictwa Romanse.

Możesz również polubić…