Cykl „Przyjdź i poczytaj” to mój gest w stronę Czytających romanse – chcę, aby mój blog był miejscem do czytania, nie tylko chodzącym portalem z ogłoszeniami. Zapraszam do przeczytania całego rozdziału romansu historycznego pt. WALERIAN I RÓŻA.
13. Szukając przebaczenia
„Żadna bowiem ręka ludzka nie jest w stanie zerwać tej więzi, która została przez Boga Wszechmocnego uświęcona.”
Teściowie byli bardzo zniesmaczeni tym, co usłyszeli o swoim synu. I choć oboje zdawali sobie sprawę z tego, że Walerian kochał Angelikę od dawna, najtrudniejszym było przyjąć oskarżenia ze strony synowej. Orłowscy obiecali pomóc skrzywdzonej dziewczynie. Zaprowadzili ją do pokoju, gdzie podano jej kolację. Klaudia podała jej nawet zioła nasenne. Znękana płaczem i bólem serca i duszy, a także już teraz całego ciała, Róża położyła się. Miała nadzieję, że gdy będzie spała, „powód” jej bólu nie zjawi się przy niej, aby znów ją okłamywać. W obawie przed tą ewentualnością, zamknęła pokój od środka na klucz. „Nigdy więcej stąd nie wyjdę” – poprzysięgła sobie.
Walerian tego wieczora nie odważył się przestąpić progu sypialni żony. Zamknął się w swoim gabinecie, aby odgrodzić się od świata. Wyciągnął z biurka arkusz papieru, zamoczył gęsie pióro w kałamarzu, po czym zaczął pisać list… Po chwili potargał papier i cisnął kałamarzem w stronę kominka. Trzask, rozbryzg granatowej cieczy i krzyk, który rozdarł ciszę nocną panującą na trzecim piętrze pałacu, nie zostały przez nikogo dosłyszane. Był sam na tym piętrze. „Nic tylko się zabić!” Wielogodzinna jazda konna nie przyniosła mu ulgi. Spragniony i głodny, ominął podwieczorek i kolację. Wyrzuty ojca i matki zagnały go tutaj dwie godzinny temu. Nie wiedział, co ma począć z bólem serca i duszy, których sam był sprawcą, więc sięgnął po alkohol. Otwarłszy butelkę wina, która stała od pewnego czasu na stoliku obok okna, wychylił kilka łyków prosto z gwintu.
„Skrzywdziłem ją, zawiodłem… Od początku ją oszukiwałem! Stała się moją ofiarą, a teraz cierpi jeszcze bardziej!”
– Ale ja naprawdę ją pokochałem! – rzekł i uświadomił sobie powagę sytuacji.
„Gdyby nie Angelika, wszystko potoczyłoby się normalnie! Wiedziała, jak mnie skusić! Wiedziała, że przez wiele lat pragnąłem jej ciała!…” W tej chwili zrozumiał, że zaczyna szukać winnych, a tak naprawdę sam był sobie winien.
– Gdybym miał pistolet, dałby sobie teraz w łeb! – warknął, po czym wypił kolejnych kilka łyków wina. Zasiadł do biurka, lekko zmiękczony procentami, które zaczęły go rozluźniać. Wyciągnął z biurka zapasowy flakonik atramentu oraz kartkę papieru. – Musze ją odzyskać, inaczej moje życie straci sens na zawsze – po tych słowach zaczął pisać.
Wczesnym rankiem zbudził się na wpółleżący na biurku. Spojrzał na wszystko, co zdołał zapisać, zanim zasnął. Dopisał jeszcze kilka słów, po czym udał się do pokoju żony, aby wręczyć jej list. Zapukał. Niestety odpowiedziała mu cisza. Nacisnął na klamkę – drzwi były zamknięte. Po spojrzeniu przez dziurkę w zamku, stwierdził, że klucz znajduje się w środku. Przestraszył się nie na żarty.
– Róża! – PUK! PUK! PUK! – Otwórz! Proszę! Przyniosłem dla ciebie list!
Wtem zjawiła się przy nim służąca.
– Jaśnie panie, pani hrabina prosiła, żeby jej nie przeszkadzać.
Zrozumiał, że jest intruzem zakłócającym jej spokój.
– Proszę jej to dać – podał jej list, w którym zawarł wszelkie swoje wytłumaczenia i obietnice.
– Dobrze.
– Dziękuję i… proszę mnie informować o stanie żony.
– Tak jest, proszę pana!
Odszedł stamtąd z jeszcze większym poczuciem winy niż wczoraj. Miał tylko nadzieję, że Róża nie rozchoruje się z powodu jego podłych grzeszków. „Nigdy bym sobie tego nie darował.”
***
Pukał, stukał, prosił, aby otworzyła, ale ona nie chciała go widzieć. Gdy usłyszała jego głos z tak bliska, wyraźnie uchwyciła w nim rozpaczliwie nuty. Nie chciała im wierzyć! Zacisnęła zęby, aby nie słyszał, jak jęczy w poduszkę. Była zdradzona, niekochana i zniszczona… Walerian sprawił, że przestała wierzyć w miłość.
Otworzyła służącej, która prędko podała jej tacę ze śniadaniem oraz list. Śniadania nie tknęła, a list otworzyła dopiero po pięciu minutach od ponownego zamknięcia drzwi na klucz. Drżała, gdy odczytywała jego słowa skreślone niepewną ręką, która to tu, to tam zrobiła kleks, lub wychyliła się poza kartkę.
„Moja Najdroższa Różyczko,
Nie wiem, jak mam Cię przeprosić za to, co uczyniłem. Piszę to, choć wiem, że na Ciebie nie zasługuję. Jestem na tyle bezczelny, aby po tym co zobaczyłaś, wyznać Ci miłość! Tak, jestem draniem, ale kocham Cię! A namiętność, którą wtedy czułem do Angeliki, to nic w porównaniu z tym, co czuję do Ciebie. Teraz to wiem!
Przepraszam, choć wiem, że jestem skreślony w Twoich oczach, Moja Najdroższa. Pisze to mężczyzna upojony alkoholem, a pijany zawsze jest szczery i prawdę mówi. Jeśli jeszcze jest dla nas nadzieja, będę walczył, a jeśli odejdziesz, wiedz, że unieszczęśliwisz mnie na zawsze.
Twój kochający Cię Mąż
Hrabia Walerian Orłowski.”
Przeczytała treść listu kilka razy, lecz nie uwierzyła tym słowom. Tego było już zbyt wiele. „Już nigdy nie uwierzę w twoje słowa, Walerianie Orłowski!” Po raz kolejny poczuła, że sytuacja kompletnie ją przerosła. Zapłakała głośno…
Nie miała zamiaru pozostawać mu dłużna. Wszystko dokładnie sobie przemyślała i zrozumiała, że od samego początku się nią bawił. „Jeśli sądzi, że nadal może to robić, grubo się myli.” Postanowiła go zdemaskować. Po dwugodzinnym zapadaniu się w odmętach rozpaczy oraz rozpamiętywaniu przeszłości, zasiadła więc do swojego biureczka, aby napisać wszystko to, co jej na sercu leżało.
„Szanowny Panie hrabio
Och! Ile bym dała, żeby cofnąć czas do tej chwili, gdy po raz pierwszy nazwałam pana po imieniu, do tego czasu, gdy myślałam jeszcze na tyle przytomnie, aby nie dać się wplątać w pańskie intrygi. Niestety już za późno, ale pragnę, aby pan wiedział, że ja wszystko wiem i rozumiem.
Byłam jedynie lalką w tym teatrzyku, w którym główną rolę graliście państwo wy: pan hrabia i pani księżna. Tak naprawdę chciał pan posłużyć się mną do tego, aby odzyskać ukochaną, posuwając się do ostateczności. Złamał mi pan życie i serce, ale dopiął pan swego. Teraz nie jestem już panu do niczego potrzebna. Lecz prawo nakazuje, abym pozostała w domu męża. Zhańbiona rozwódka nie może ponownie wyjść za mąż, a rozwód kościelny nie może mieć miejsca. Przysięgałam panu, a pan mnie. Musimy więc żyć razem pod jednym dachem, ku mojej ogromnej rozpaczy.
Już nigdy nie uwierzę w pańskie zapewnienia miłości. Zresztą, zupełnie nie wiem, skąd te wyznania w liście, skoro już wszystkie karty zostały odkryte. Proszę więc, abyśmy zachowali chociaż poprawne stosunki, żebyśmy nie utrudniali sobie życia. Ja nie chcę od pana niczego, tylko tyle, aby pan trzymał się ode mnie z daleka i nigdy więcej nie okłamywał. Mamy być wrogami, lepiej więc zostańmy znajomymi.
Oczywiście zrozumiem, jeśli teraz zechce mnie pan odprawić na powrót do rodziców. Jeśli będzie taka wola rozwiedziemy się także i prawnie. Lecz zdradzając prawowitą małżonkę z kochanką, proszę pamiętać, że to grzech i to ciężki. Żadna bowiem ręka ludzka nie jest w stanie zerwać tej więzi, która została przez Boga Wszechmocnego uświęcona.
Róża.”
***
List, który kazała dostarczyć mężowi, spotkał się z natychmiastową odpowiedzią. Był to list długi i pełen szczerości, lecz raz złamane serce zakochanej kobiety, nie chciało uwierzyć w te same zapewnienia, usłyszane tuż po zdradzie. Mąż napisał do niej tymi słowy:
„Moja Droga i Ukochana Małżonko
Złamałem przysięgę, lecz więcej tego nie uczynię. Nie chcę nigdy więcej Cię zdradzać z tą czy z inną kobietą. Owszem, bawiłem się Tobą, lecz w pewnym momencie się w Tobie naprawdę zakochałem! Wziąłem z Tobą ślub, gdyż darzę Cię autentycznym uczuciem. Nie potrafię wytłumaczyć Ci tego, co czułem wtedy do Angeliki… Ale ona także złamała mi serce, dlatego uciekłem w tą miłość ku Tobie. Przez trzy lata mnie zwodziła, dopuszczała i odpychała. Straciła w moich oczach, gdy przyjęła oświadczyny księcia Druckiego. Wykreśliła mnie ze swojego życia, wychodząc za niego. Ale później jej namiętności powróciły i namawiała mnie na to, abym został jej kochankiem. Ba! Namawiała mnie do tego tuż przed swoim ślubem! Nie zgodziłem się!
Ślub z Tobą uważam za ważny i nie mam zamiaru rozwodzić się z Tobą prawnie. W obliczu Boga jesteśmy małżeństwem i niechaj tak właśnie pozostanie. Nie odprawię Cię do rodziców, ani nie wyrzucę z tego miejsca, które stało się teraz Twoim domem. Mój dom jest Twoim domem, tak jak ja jestem Twoim mężem, a Ty jesteś Moją Żoną.
Nie kłamię, gdyż nie mam w tym żadnego ukrytego interesu. Nie odejdę do Angeliki, nie chcę jej tutaj widzieć. Pozostaje mi nadzieja, że kiedyś mi wybaczysz i znów pokochasz, tak jak to uczyniłaś za pierwszym razem.
Przepraszam, po stokroć przepraszam za mój ciężki grzech. Wybacz mi, bo naprawdę bardzo Cię kocham i nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie!
Twój Kochający Mąż Walerian Orłowski.”
Przez trzy dni nie mogła zdobyć się na to, aby mu odpisać. Nie rozumiała Waleriana oraz jego irracjonalnego zachowania. „Czyż może kochać nas obydwie? Jeśli tak, to ja odejdę! Nie zniosę tego, żeby on kochał także i ją!”
***
Trzy dni to było już stanowczo zbyt długo. Musiał wydobyć Różę z jej pokoju i z rozpaczy, w którą wpadła. Nie odpisała na jego list, więc postanowił po raz kolejny zakłócić jej spokój. Tym razem władował się do jej do pokoju razem ze służącą!
– Dosyć tego! Nie jesteś więźniem, tylko żoną hrabiego! – rzekł na dzień dobry, po czym zaniemówił. Blada, mizerna buźka, cienie pod oczami, podpuchnięte powieki… Leżała na łóżku skulona niczym skrzywdzone dziecko. Poczuł ciężar wyrzutów sumienia i empatyczny ból. „Ona nigdy mi tego nie wybaczy.”
Podniosła się i skierowała ku niemu swoje puste, matowe spojrzenie.
– Wolę pozostać tutaj panie…
– Tylko nie nazywaj mnie więcej „panem hrabią”, bo pozbędę się raz na zawsze tego idiotycznego tytułu! Jestem twoim mężem i cokolwiek uczyniłem, nie możesz ponosić za to kary, głodzić się i zamykać w pokoju.
Spuściła pokornie wzrok. Kompletnie nie miała w sobie życia.
– Jeśli już mnie nie kochasz, rozumiem. Możesz tutaj pozostać i przysięgam ci, że nikt cię stąd nie wyrzuci. Proszę tylko, abyś już nie rozpaczała. Nie mam kochanki! I nie będę jej miał!
Stanowczość i pewność Waleriana sprawiły, że na chwilkę zaświeciła w niej nadzieja. Lecz zalęknione serce bało się dopuścić do świadomości, że naprawdę jest kochane.
– Popełniłem błąd i teraz go żałuję. Co mam jeszcze zrobić, abyś mi wybaczyła? – Zbliżył się ku niej, po czym bez wahania ukląkł przed nią. – Błagam o wybaczenie. Różo… – ujął jej dłonie, choć bał się, że zostanie odtrącony. Poczuł, jak zimne są jej dłonie. Zaczął je delikatnie masować kciukami. – Jeśli jestem ci obrzydliwy, proszę, nie karz chociaż siebie za moje błędy. Ja już nigdy nie będę czuł spokoju. Chyba że… – „stanie się cud wybaczenia.” Nie wyrzekł tego zdania na głos, lecz jedynie ucałował jej dłonie. – Wyjdź z pokoju do ludzi. Wszystko się poukłada, tylko nie zamykaj się przed światem… – „I przede mną.”
Po tych słowach powstał. Gdy podchodził do drzwi, jeszcze kilka razy obejrzał się na nią z nadzieją, lecz w końcu musiał opuścić jej pokój. Wyszedł kompletnie załamany.
Udał się do stajni, aby osiodłać wierzchowca, który mógłby mu pomóc zapomnieć choć na chwilę o jego podłościach względem żony, ponosząc go prędko w dal zapomnienia. Ostatnimi czasy zaczął odczuwać mdłości, brak apetytu i zawroty głowy. Tracił ochotę do wstawania z łóżka, nie spał do późna i pił zawzięcie, do utraty tchu. Wszystko było lepsze od czucia tych okropnych wyrzutów sumienia i widzenia przed oczyma wyobraźni zrujnowanej i oszukanej dziewczyny, którą kochał.
– Synu! Dobrze, że cię widzę. – Podszedł do niego ojciec, który właśnie wszedł do stajni.
– Witaj, ojcze – odparł niemrawo.
– Jak się miewa Róża? Wciąż upiera się, aby nie wychodzić z pokoju?
– Nie wiem, przed chwilą z nią rozmawiałem, a teraz… Wydaje mi się, że to już koniec. Ona mnie nienawidzi – wyznał z bólem.
– Gdyby cię nienawidziła, to by tak nie rozpaczała.
– Ona jest cała chora z przejęcia! Zrobiłem jej straszną krzywdę! Ja bym siebie znienawidził po czymś takim.
– Dobrze, że zdałeś sobie z tego sprawę. Ale nie ma co mówić za kogoś. Teraz trzeba wszystko naprawić i zaleczyć jej serce.
– Nie potrafię.
– Tak łatwo się poddajesz? Czyżbyś jej aż tak bardzo nie kochał?
– Kocham ją! Bardziej niż jakąkolwiek kobietę na świecie!
– Bardziej niż Angelikę?
– Po stokroć bardziej!
– To walcz! Synu! Walcz! O miłość Róży i o jej przebaczenie!
Zwiesił głowę na wspomnienie jej pustych, smutnych oczu.
– Nie wiem, czy dam radę odzyskać blask jej oczu i zaufanie, którym mnie obdarowała.
– Próbuj do skutku. Nie masz innego wyjścia.
– Wiem.

***
Obudziła się wczesnym rankiem, tak jak to robiła zazwyczaj, gdy jeszcze mieszkała w rodzinnym domu. Na dzień dobry uderzył ją ból głowy. Później doszła fala wspomnień… Postanowiła, że spędzi ten dzień na pracy. „Będę się zachowywała tak, jakbym nigdy nie miała męża.” Za wszelką cenę postanowiła go unikać. Ubrała się więc w swój strój jeździecki i poszła do kuchni, aby zjeść lekkie śniadanie. Ku jej zaskoczeniu wszyscy domownicy jeszcze spali. Jedynie na zewnątrz, przy koniach kręcili się stajenni i parobkowie. Nie zważając na gosposię – która z podpartymi bokami patrzyła na nią i nie mogła pogodzić się z tym, że ktoś oprócz niej przyrządza tutaj posiłki – przygotowała dla siebie skromne śniadanie. Nie miała ani ochoty, ani siły, aby się tłumaczyć. Zjadła czerstwą bułkę z masłem, popiła ją gorzką herbatą, po czym podziękowała i poszła do stajni.
Piotr, który akurat czyścił boks jednego z koni, stanął jak wryty.
– Pani hrabina?! – Ujrzał damę ubraną w męski strój do jazdy. Myślał, że wtedy, gdy widział ją tak ubraną po raz pierwszy, to był jedynie szaleńczy wybieg, lecz tym razem wyglądało to znacznie poważniej.
– Nie komentuj tego! Daj mi szybko coś do roboty! – rzekła konkretnie.
– Nie wiem, co mógłbym…
– Tylko coś ciężkiego, bo mięśnie mi zwiotczały od tego zalegania na kanapie i „herbatkowania!” – rzuciła ironicznie. Piotr zaniósł się śmiechem, po czym ubawiony odparł:
– Już się robi, jaśnie pani!
– W pracy mówmy sobie po imieniu. Jestem Róża! – Podała mu dłoń jak prawdziwy mężczyzna.
Chłopak pomyślał sobie, że hrabia jest kompletnym idiotą, żeby krzywdzić taką kobietę. Przecież Róża była żywym srebrem.
***
– Walerian! Natychmiast idź po swoją żonę, bo już cały dzień przesiaduje ze stajennymi… A do tego paraduje w męskim stroju po obejściu! Robi z siebie pośmiewisko! – biadoliła Klaudia podczas podwieczorku.
– Ma prawo robić to, co zechce – to była odpowiedź jej syna. Od rana snuł się po pałacu niczym cień, nie mogąc znaleźć sobie miejsca.
– Synu, to nie jest dobra taktyka – rzekł Zdzisław, który właśnie popijał herbatę.
– Ojcze, jestem skreślony w jej oczach.
– Nie unikaj jej, to nie jest dobry pomysł. Musisz być wszędzie tam, gdzie ona. Rozumiesz?
W tej chwili do jadalni wszedł służący.
– Jakaś pani do pana hrabiego.
– Kto to może być? – zapytała Klaudia.
– Zaraz wrócę.
Walerian zszedł powoli po schodach do holu i zobaczył…
– Angelika?! Co ty tutaj, do diabła, robisz?!
– Pomóż mi! Odeszłam od niego, bo był nie do zniesienia! Proszę, pozwól mi tutaj zostać! – jęczała i patrzyła na niego błagalnie.
Wyglądała na załamaną. Miała z sobą tylko jedną walizkę. Zszedł do niej niechętnie.
– Walery, mógłbyś chociaż poczekać do rozwodu! – warknął Karol, gdy ujrzał dwoje kochanków stojących w holu. – Jak ty to sobie wyobrażasz?! Róża jeszcze tutaj, póki co, mieszka, a ty już sprowadzasz sobie kochankę!!!?
– To nie tak… – zaczął.
W tej chwili do holu weszła hrabina i stanęła jak wryta. Mąż spojrzał na nią zakłopotany. Uniosła głowę do góry i czym prędzej przemknęła obok nich.
– Różo… – chwycił ją w locie za rękę. Prędko się odsunęła, jakby jego dotyk ją oparzył. – Ona przyjechała tutaj tylko przenocować. Nie mogła wytrzymać z mężem. Jutro rano odwiozę ją do rodziny do miasta. Przysięgam! – zapewniał żarliwie.
– Nie tłumacz mi się. Nie będę stała na drodze do twojego szczęścia. – Z impetem weszła na piętro, po czym zniknęła mu z oczu.
– No, na co czekasz?! Leć za nią! – powiedział Karol, który podszedł do Angeliki. – Ja ulokuję tę… panią. – Zmierzył ją chłodnym spojrzeniem.
Walerian zerwał się z miejsca. Dogonił żonę, gdy ta szła korytarzem do swojego pokoju. Słyszał, że płakała. Myślała zapewne, że po raz kolejny ją okłamał, mówiąc, że nie chce mieć do czynienia z Angeliką.
Gdy usłyszała jego kroki, obejrzała się przez ramię, po czym przyspieszyła.
– Czekaj! – krzyknął za nią. Podbiegł i złapał ją za rękę. Odwrócił ją w swoją stronę i, bez pytania o zgodę, przyciągnął ku siebie i pocałował namiętnie prostu w usta. Przez chwilę z nim walczyła, ale obezwładnił ją swoim dotykiem i pocałunkami. Przestała się szamotać, lecz gdy ją puścił, spojrzała na niego rozczarowana.
– Dlaczego znów się mną bawisz? – zajęczała.
– Nie bawię się tobą! Wiesz dlaczego?! Bo cię kocham i zrobię wszystko, aby ci to udowodnić – mówił. Trzymał jej dłonie, aby nie uciekła. – Ona jutro stąd zniknie, przysięgam.
– Czemu znów chcesz mnie omamić? – mamrotała. Nie potrafiła uwolnić się spod jego uroku osobistego.
– Bo to co zaszło, to była moja największa życiowa porażka. Mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiesz… – Puścił ją powoli z nadzieją, że w końcu mu uwierzyła.
– Muszę iść. – Wślizgnęła spod władania jego aury, a później poszła do siebie. Pozostawiła go na lodzie.
***
„Jak mogłam od tak, dać się mu zaskoczyć?! Muszę bardziej uważać. Ale po co, u licha, tak się zachował?!” Położyła się na łóżku, aby jakoś się uspokoić. Dotknęła swoich ust i przypomniała sobie jego pocałunek.
– Jak śmiał mnie pocałować, po tym wszystkim?! – wybuchła nagłym gniewem! „Nigdy więcej nie dam się mu omamić! Już koniec z naiwną i łatwowierną Różą!” Miała ochotę w tej chwili do niego pójść i przyłożyć mu pod oko, ale opanowała się. Wyjrzała przez okno, aby ujrzeć ostatnie promienie zachodzącego słońca. – I tak właśnie kończy się nasz związek… Teraz będzie już tylko ciemność.
Spojrzała na małe biureczko, stojące w kącie pod oknem. Złożona na pół czekała tam na nią kartka zaadresowana jej imieniem. Podniosła ją i z przestrachem rozłożyła. Była zapisana tak dobrze jej znanym, charakterystycznym pismem.
„Moja Najdroższa, Najukochańsza Różyczko,
Kocham Cię i zawsze będę Cię kochał, niezależnie od tego, co sobie o mnie myślisz. Przysięgam, że będę się starał dotąd, póki mi nie uwierzysz. Pragnę odzyskać Twoje zaufanie i miłość. Nie ma dla mnie nikogo ważniejszego na tym świecie.
Twój Kochający Cię Mąż Walerian Orłowski”
Parsknęła śmiechem.
– Po co te gierki?! Przecież dopiero co sprowadził swoją kochankę pod dach!!!
Zmięła kartkę, którą do niej skreślił starannym pismem, a później bez sentymentu wyrzuciła ją za okno.
– Jesteś podły, Walerian! Nienawidzę… – nie, tego nie potrafiła powiedzieć. Musiałaby okłamać swoje serce. Nie potrafiła tego uczynić. Po chwili poczuła, jak po jej policzku spływa kolejna łza bezradności.
***
Wybiła dwudziesta. Już czas było, aby udać się na kolację. W jadalni zastała całą rodzinę oraz gościa. Postąpiła kilka kroków z dumnie uniesioną głową. Udawała, że wszystko jest w porządku i że cała ta maskarada nie robi na niej żadnego wrażenia. Angelika zajmowała miejsce u boku Karola, a dalej siedział Zdzisław z Klaudią. Walerian siedział po drugiej stronie stołu, naprzeciwko matki. Na widok żony powstał i odsunął dla niej krzesło. Z przywdzianą na twarzy maską obojętności usiadła, udając, że nie zrobiło to na niej najmniejszego wrażenia.
– Jak długo ma księżna zamiar u nas zabawić? – zapytał Zdzisław.
– Jutro rano wyślę powóz do miasta – wyjaśnił pospiesznie Walerian. Nie miał zamiaru czekać, aż Angelika zacznie motać.
Podano jedzenie, lecz okazało się, że tylko Karol miał dziś apetyt. Aż chciało się mu żyć na wspomnienie o namiętnych pocałunkach swojej ukochanej Emilki. Tamta narzeczona nie kochała go, była nieczuła i zbyt lekkomyślna. Panny Najman miały w sobie to COŚ! I tym bardziej nie rozumiał postępowania brata. „Jak mógł zdradzić Różę?” Co prawda nie wiedział, co między nimi zaszło, ale domyślał się, że musiało to być coś naprawdę dużego, skoro dziewczyna tak diametralnie się zmieniła. Sprawiała wrażenie całkiem obojętnej na obecność męża. Kiedy dostrzegł, że grzebie się w talerzu pełnym jedzenia, domyślił się, że usychała od środka z tęsknoty za osobą, która siedziała obok niej.
***
Skończyła udawać, że je, po czym szybko wyszła, aby zaszyć się w swoim pokoju. Udawała przed samą sobą, że nie obchodziło jej to, gdzie będzie spał tej nocy jej mąż. Dla niej oczywistym było, że tej nocy będzie z kochanką i będą się wspólnie cieszyć swoim towarzystwem. Co mogła na to poradzić? Przebrała się i położyła do łóżka. Rano czekało na nią sporo pracy, która była dla niej jedynym sposobem na przetrwanie tego piekła.
Właśnie zaczynała przysypiać, gdy usłyszała pukanie do drzwi.
– Proszę! – odpowiedziała, po czym wstała i zarzuciła na siebie ciepły szlafrok. Noce ostatnio były chłodne.
Do pokoju weszła wysoka postać ubrana w piżamę.
– Przyszedłem do mojej żony – odezwał się w półmroku głos Waleriana.
Cofnęła się o krok, w kierunku łóżka. Poczuła jednocześnie strach i podniecenie.
– W czym mogę pomóc? – zapytała oficjalnie.
Zamknął za sobą drzwi, po czym zbliżył się do niej.
– Przyszedłem spać tutaj, bo…
– Ale…
– Poczekaj, aż skończę… – zrobił głębszy oddech. – W związku z tym, że pod naszym dachem znajduje się osoba, której obydwoje nie tolerujemy, a ta osoba jest nieobliczalna, położę się na dywanie i będę spał obok ciebie. Nie będę cię napastował, ani wchodził do twojego łóżka. Chcę tylko, żebyś wiedziała, gdzie jestem i że na pewno nie ma mnie…
– … w łóżku twojej kochanki – dokończyła za niego. – Panie hrabio…
– Więc tak teraz będziesz mnie karać? Oziębłością i dystansem.
– Ja nie mam zamiaru pana kontrolować. To co robi pan ze swoim życiem, nie jest moją sprawą. Sprowadził pan kochankę pod dach… Niech sobie będzie! Ale ja nie mam zamiaru się tym przejmować. Chcę żyć spokojnie – powoli traciła rezon, a jej oczy znów zaczęły napełniać się łzami.
– I będziemy żyć spokojnie, tylko zaufaj mi jeszcze ten jeden, ostatni raz. I skończ z tym hrabią, bo go zastrzelę!
Westchnęła ciężko, ale tekst o strzelaniu trochę ją rozbawił.
– Już trzy razy nadużyłeś mojego zaufania. Rób, co chcesz! Ja się kładę. Dobranoc. – Po tych słowach wróciła do łóżka i nakryła się szczelnie kołdrą.
– Dobrze. Dobranoc, Kochanie – powiedział z naciskiem na ostatnie słowo, po czym wyjął spod pachy coś, co przypominało poduszkę. Ułożył się na dywaniku leżącym tuż obok jej łóżka. Zapanowała cisza.
Spojrzała na męża i zrobiło jej się go żal. Z jednej strony wciąż była na niego obrażona, z drugiej strony rozczulił ją ten jego gest oraz chęć pokazania, że należy tylko do niej. Wstała, zbliżyła się do szafy i wyciągnęła z niej koc. Na palcach podeszła ku niemu. Miał zamknięte oczy. Pomyślała, że już zasnął, więc nakryła go kocem.
– Dziękuję, Kochanie – odpowiedział tak niespodziewanie, że aż podskoczyła ze strachu.
– Proszę – odparła z ulgą, po czym wróciła do łóżka.
Obydwoje kręcili się na swoich posłaniach, bo nie mogli zasnąć. To była bardzo długa i niewygodna noc. Księżyc, który przybrał kształt okręgu, świecił im prosto do okna. Róża nie mogła już dłużej wyleżeć, więc wstała i uchyliła okno, aby wpuścić trochę świeżego powietrza.
– Nie możesz spać? – zapytał ją męski głos.
– Śpij, ja sobie trochę popatrzę na księżyc. Jest tej nocy taki wielki… – westchnęła smutno. „Czy to możliwe, żebyśmy mogli kiedyś mieć prawdziwe i normalne życie małżeńskie?” Westchnęła ponownie, tym razem z głębi swojego udręczonego serca. Jej mąż był tak nieprzewidywalny jak pogoda. Nie rozumiała, dlaczego męczył się na tej podłodze, choć jego kochanka spała nieopodal sama, w swoim łóżku i… pewnie za nim tęskniła.
„Może Walerian chce coś udowodnić swoim rodzicom?” Zerknęła w jego kierunku.
– Ja też nie mogę zasnąć. Ta podłoga jest strasznie twarda. – Wstał i postękując, przeciągnął się. Podszedł do niej i zatrzymał się na tyle daleko, aby zachować niekrępujący dla niej dystans, po czym wyjrzał przez okno. Wciągnął chłodne powietrze nosem, a później wypuścił je ze świstem. – Ale jesiennie się nam robi. Ten zapach… Niedługo liście zaczną zmieniać barwę.
– Tak – szepnęła. Czuła jego bliskość mimo dzielącej ich sporej odległości.
Zapanowała głucha cisza, przetykana igrającymi z sobą rytmami oddechów i serc.
– Dlaczego nie jesteś teraz z nią? Przecież nikt i nic nie stoi wam już na przeszkodzie? – Z zapytaniem wlepiła w niego swoje spojrzenie. Zaczęła obserwować jego mimikę oraz gesty. „Muszę to zrozumieć, wyczytać to z jego zachowania, muszę poznać prawdę!”
Odwrócił się w jej stronę i odparł:
– Powód stoi przede mną. Jest to bardzo piękny i ważny dla mnie powód – komplementował ją bezwstydnie. – Wiem, jak to brzmi, po tym co zobaczyłaś – Schował twarz w dłoniach. – Jestem beznadziejny, wiem. Ale kocham cię. Może ta miłość nie jest idealna, bo jestem jedynie ułomnym człowiekiem, ale to właśnie do ciebie czuję. – Czuł, że zaraz się rozpłacze, zupełnie jak dzieciak. Ukradkiem otarł kilka łez – udał, że coś wpadło mu do oka. Przed nim stała jedyna i najważniejsza kobieta jego życia, a on był pogrążony w rozpaczy. – Może kiedyś mi uwierzysz. Wiem, wszystko jest jeszcze takie świeże… dla mnie też. Nie myśl, że ja nie cierpię. Mnie to też boli. – Otwierał się przed nią tak, jak jeszcze nigdy przed nikim. Z Angeliką nigdy nie mógłby sobie pozwolić na taką szczerość.
– Wracajmy do łóżka – odpowiedziała mu. Czuła, że jej serce coraz bardziej mięknie. Miała ochotę go przytulić. Jego słowa wydały jej się takie prawdziwe i szczere, że prawie mu uwierzyła. „NIE! Muszę pamiętać, że Walerian jest nieobliczalny. Już tyle razy zostałam przez niego oszukana.”
– Ty do łóżka, a ja na podłogę. Jak kundel, który zasłużył jedynie na spanie na gołych deskach. – Potulnie odszedł w kierunku dywanu, na którym spał, i położył się na nim, cicho postękując.
Poczuła dla niego litość. Położyła się na skraju łóżka, tak aby pozostawić dla niego miejsce.
– Nawet kundel zasługuje na odrobinę litości. Połóż się obok mnie i śpijmy. Jutro mam tak wiele do zrobienia.
– Nie zasługuję na to – odmówił jej stanowczo.
– Chodź. – Poklepała miejsce obok siebie otwartą dłonią. – Szkoda nocy na przewracanie się na twardej podłodze.
Z wielką ulgą położył się na łóżku, obok swojej żony i nakrył się kocem. „Czyżbym w końcu wygrał tę potyczkę?”
– Jesteś kochana – wyraził się bardzo czule, a chwilę później zapragnął ją pocałować. „Jeszcze nie tym razem, straceńcu… Może kiedyś. O ile to kiedykolwiek nastąpi.”
***
Pierwsze przebłyski świadomości dotarły do niej, gdy wciąż jeszcze miała zamknięte oczy. Czuła czyjąś dłoń na swoim brzuchu. Na swojej twarzy wyczuwała czyjś oddech. Otworzyła oczy… U jej boku spał ten, który ją oszukał! Przyjrzała się mu jedynie przez chwilę… „Nawet nie poczułam, kiedy się do mnie zbliżył!” Odłożyła na bok jego dłoń i, niczym spłoszony koń, czym prędzej uciekła od jego bliskości. Spojrzała na zegar.
– Już siódma!
– O nieee, a ja jestem taki niewyspany – jęknął Walerian. Przestraszyła go ta nagła ucieczka Róży. W nocy nie potrafił się oprzeć, aby choć odrobinę się ku niej zbliżyć. Gdy dostrzegł dziki przestrach czający się w jej oczach, zrozumiał, że przekroczył pewną granicę. Zakłopotana, wzięła z krzesła swoje ubrania robocze, a później poszła za parawan, aby się przebrać.
– Ubieram się i lecę do pracy – oznajmiła.
– Czy to konieczne? Przecież już nie musisz pracować! Umawialiśmy się, że po ślubie wszystkim się zajmę, a ty będziesz mogła zająć się sobą.
– Nie potrafię żyć bez pracy. – „Nie mam zamiaru siedzieć i wzdychać z tęsknoty za tobą, a już tym bardziej walczyć z tym, aby nie wierzyć w twoje fałszywe wyznania.”
– Nie przekonam cię?
– Nie!
– Dobrze, skoro tego potrzebujesz, to nie będę ci tego zabraniał.
Parsknęła ironicznie. „Znalazł się pan i władca! Niby jakim prawem miałby mi czegoś zabraniać?!”
– Nie byłbyś w stanie mnie zatrzymać!
– Mógłbym to zrobić, ale od mojego widzimisię ważniejsze jest dla mnie to, czego potrzebujesz ty! – Zakończył, wstał i przeciągnął się, wystawiając swoje ręce ku górze. – A teraz idę oddelegować panią Drucką. Muszę natychmiast się pozbyć tej kobiety z naszego domu. Mam nadzieję, że spotkamy się na drugim śniadaniu?
– Nie wiem, co będę robiła przy drugim śniadaniu… – Przypomniała sobie właśnie, że miała jechać z Piotrem obejrzeć źrebne klacze i sprawdzić, czy kilka z nich jest gotowych do porodu. – Właściwie to nie spodziewaj się mnie dziś w pałacu – dodała po chwili.
– Masz zamiar nadal się ode mnie trzymać z daleka – stwierdził z goryczą.
– Nie potrafię inaczej! Praca trzyma mnie przy życiu. – Ubrana w robocze ubranie chłopca stajennego, wyszła zza parawanu i spojrzała na niego bojowo. „Będę ubierała się tak, jak chcę i będę robiła co zechcę!” A później jej oczy spoczęły na brzuchu męża, który trzymał się zań, jakby coś go bolało.
– Coś cię boli? Mam nadzieję, że w nocy podczas snu przypadkiem cię nie uderzyłam? – zapytała zaniepokojona. „Żal i rozpacz to jedno, ale robienie mu krzywdy nie wchodzi w grę!” Już prawie czuła się winna… A jednak jego „walerianowski” uśmiech i tajemniczy błysk jego oczu nie mogły świadczyć o tym, że odczuwał ból.
Gdy zobaczył ją w stroju chłopaczka i ujrzał jej nadąsaną buźkę, pomyślał sobie, że jest słodka. Później był rozczulony jej niewiedzą i troską. „A jednak, Moja Miła, po tym wszystkim jeszcze się o mnie martwisz? To chyba cud!”
– To tylko poranne pobudzenie – zaczął jej tłumaczyć. – A biorąc pod uwagę fakt, że spędziłem noc z piękną kobietą u boku, to jest całkiem naturalne.
– Nie rozumiem – rzekła szczerze.
– Mam… no… wiesz… – dawał jej dyskretne sygnały, że chodzi o jego męskie przyrodzenie.
– Ach, rozumiem. – Zaczerwieniła się i spuściła oczy. Wiele razy widziała parzące się na pastwisku konie. Za każdym razem zastanawiała się, czy klacz podczas kopulacji przeżywa tortury, czy jest jej dobrze. Kiedyś jeden ze stajennych zasugerował, że klacz jest zachwycona. Róża nie wiedziała jednak nic o tym, jak to jest z ludźmi. Zawstydziła się swojej oczywistej niewiedzy.
– Niestety, po mężczyźnie to od razu widać, gdy pragnie kobiety.
– Yhmm… – kiwnęła głową, że rozumie, lecz nie śmiała podnieść na niego oczu.
– Widzisz, nawet nie musisz mnie dotykać, żebym cię pragnął. Ale szanuję cię, bo wiem, że jesteś na mnie wściekła po tym, co zrobiłem, dlatego będę trzymał ręce przy sobie. – Schował jedną z dłoni za siebie, a drugą nadal trzymał się za brzuch. – Ale tylko do czasu, aż ci przejdzie!… – „Jeśli to kiedykolwiek nastąpi. A jeśli nie?” Westchnął ciężko. – Idę się przebrać, bo nie chcę, aby ktoś poza tobą oglądał mnie w tym stanie. He, he!
– Dobrze, a ja się chwilę pomodlę przed wyjściem. Dziś czeka mnie ciężki dzień.
– Mam nadzieję, że znajdziesz choć chwilę, aby pojawić się w pałacu. Będę czekał. – Po tych słowach puścił do niej uśmiech, którego ona nie odwzajemniła. Gdy znów ujrzał w jej oczach zadane mu przez niego ból i smutek, z ciężkimi wyrzutami sumienia opuścił jej pokój, aby kilka kroków dalej napotkać Angelikę.
– Spałeś z nią!? – zapytała oburzona.
Gdy ją ujrzał, od razu uderzyła go różnica między nią a Różą. Lecz tym razem nie była to różnica polegająca na stroju tych obydwu dam. W tej chwili o wiele bardziej wolał ubraną jak chłopaczek Różę, która w swoich oczach miała niewinność, niż elegancko ubraną Angelikę, w której oczach czaiła się agresywna zazdrość.
Jej słowa dotarły do wrażliwych uszu hrabiny, która cicho zbliżyła się do drzwi, aby usłyszeć rozmowę kochanków. Chciała przekonać się, o czym tych dwoje będzie rozmawiało na osobności.
– Tak, a co w tym dziwnego? – odparł całkiem spokojnie.
– Nie musisz już wzbudzać we mnie zazdrości. Przecież wiesz, że jestem twoja i czekałam na ciebie całą noc, a ty…
– Wybacz, ale czas mnie nagli, więc zjedz śniadanie i bądź gotowa do drogi za pół godziny. Idę się ubrać.
– Kochanie…
– Łapy przy sobie!!! – warknął na nią.
– Wiesz, że cię pragnę! Zróbmy to teraz!
– Trzymaj się z daleka!!!
Po tych słowach usłyszała, jak Walerian odchodzi. Nie usłyszała jednak kroków drugiej osoby…
Na dźwięk nagłego i gwałtownego dźwięku pukania do drzwi, podskoczyła ze strachu.
– P-proszę – odpowiedziała i cofnęła się o kilka kroków.
Do środka weszła, napuszona niczym paw, księżna Drucka.
Na widok jej nienawistnego spojrzenie, dziewczyna wycofała się pod okno. Czuła się przy niej niczym szary wróbel przy cudownym, egzotycznym ptaku. W każdym calu była od niej lepsza. Nic dziwnego, że tak działała na Waleriana.
– To, że spędziłaś z nim jedną noc, to jeszcze nic nie znaczy. On mnie kocha i prędzej czy później zrozumie, że szkoda życia na szopki i podchody. Ten wasz ślub to była jedynie przykrywka, żebym była zazdrosna i ujawniła swoje uczucia. Kochaliśmy się w dzień waszego ślubu, i było nam cudownie! – sączyła w nią jad i udawała emocje, których nigdy nie przeżyła. Była zazdrosna i chciała się zemścić za to, że została odrzucona. – Zapamiętaj te słowa raz na zawsze! – Wyszła i z impetem zatrzasnęła za sobą drzwi.
Oszołomiona dziewczyna wypuściła powietrze z długim świstem. Wstrzymała oddech, gdy wparowała tutaj ta furia we własnej osobie.
– Boże, pomóż mi, bo zwariuję – jęknęła cicho i uklękła przed łóżkiem. Zapatrzona w krzyż zawieszony nad wezgłowiem, zaczęła się modlić. Co było prawdą, a co kłamstwem? Nie wiedziała, ale czuła, że musi natychmiast zająć się pracą, żeby o tym nie myśleć.
Nie czekała na to, aż powóz wiozący Angelikę opuści posiadłość, tylko udała się do stajni.
– Dzień dobry, Różo! – powitał ją Piotr. W jego skośnych, brązowych oczach dostrzegła radosne ogniki. Wyszedł jej naprzeciw, niosąc siodło. – Właśnie chciałem osiodłać dla ciebie konia, ale uprzedziłaś mnie, i tym sposobem nie będzie niespodzianki – zaczesał palcami swoje brązowe włosy do tyłu. Mimo jego ewidentnej urody, którą dostrzegła w tej chwili, w jej wspomnieniach odruchowo zamajaczyło oblicze ukochanego Waleriana.
– Dobrze wiesz, że sama sobie świetnie radzę z tymi rzeczami. – Zbliżyła się ku niemu o kilka kroków, aby przejąć siodło. Zachwiała się pod wpływem jego ciężaru. Od dziesięciu minut jej nogi były niczym z galarety, a od środka cała drżała z nadmiaru negatywnych emocji. „Co mi jest?” Piotr wziął od niej siodło.
– Ja się tym lepiej zajmę.
Gdy dostrzegł bladość jej cery i krople potu spływające po jej czole, zaniepokoił się.
– Jesteś chora czy mi się zdaje?
– Piotr, mam do ciebie… prośbę – mówiła z trudem.
– Co tylko moja pani rozkaże. – Ukłonił się nisko.
– Zanim pojedziemy do klaczy… pomóż mi w lesie znaleźć korzeń kozłka lekarskiego.
Wsparła się o drzwi boksu, po czym zrobiła kilka głębokich wdechów i wydechów. Od razu zrozumiał, że dziewczyna słabnie z powodu nadmiernego obciążenia jej wrażliwego systemu nerwowego. Pamiętał, jak jego matka popijała kozłek na uspokojenie.
– Tak się dobrze składa, że wiem, gdzie rośnie. Ale to pół godziny drogi stąd.
– Muszę to mieć, bo zwariuję, jak się czymś nie uspokoję.
– Jesteś cała zielona. Co się tym razem stało? Czy to pan hrabia znów nadwątlił twoje nerwy?
W tej chwili zapragnęła się komuś wygadać. Nie miała w swoim otoczeniu siostry czy przyjaciółki, której mogłaby się zwierzyć. Jej głowa wprost pękała w szwach, a serce błagało o litość. Walerian zachowywał się irracjonalnie, a ona nie potrafiła zrozumieć, czego właściwie od niej chciał. I do tego ta noc, jego słowa o „pragnieniu”, a na koniec jeszcze ta wściekła księżna, która rościła sobie prawo do miłości Waleriana.
– Właściwie to… potrzebuję, żeby ktoś wysłuchał mnie jak ksiądz na spowiedzi.
Zrozumiał ją bez zbędnych tłumaczeń. Po prostu osiodłał dla niej konia, pomógł jej wsiąść na jego grzbiet, a później zamienił się w słuch.
Roślina rosła nad rzeką położoną jakieś pół godziny drogi od pałacu Orłowskich. Jechali powoli, niespiesznie, jakby mieli na to cały dzień. Piotr słuchał smutków, które dziewczyna zaczęła z siebie wylewać. Pozostała z problemem sama, bo rodzina odesłała ją do męża, który ją zdradził. Dwudziestopięciolatek wściekał się, gdy słuchał niektórych szczegółów zwierzeń, lecz przysiągł, że niczego nie wyjawi i nie zrobi niczego, co mogłoby skomplikować obecny status życia Róży w pałacu hrabiego. Natomiast sama hrabina, która przypadła Piotrowi do gustu swoją skromnością, dobrocią oraz szczerością, opowiadając o swoim cierpieniu i licznych rozczarowaniach, czuła, jak z jej ciała powoli uchodzi nieprzyjemnie, trzymające ją w kleszczach napięcie.
Byli już prawie u celu, gdy dziewczyna dostrzegła z daleka dwie stojące blisko siebie osoby. To była kobieta oraz mężczyzna – czule całowali się. Nie zdawali sobie sprawy z tego, że ktoś dostrzegł ich potajemną schadzkę. Gdy zbliżyli się jeszcze bardziej, Róża rozpoznała swoją siostrę Emilię oraz Karola – brata Waleriana. Nagle zatrzymała konia.
– Piotr, źle się czuję. Zawróćmy. – Miała nadzieję, że ich nie widział. Ale mężczyzna dobrze wiedział, kim była para zakochanych, więc odparł spokojnie:
– Ja ich tutaj od miesiąca widuję prawie codziennie. Co by mi z tego przyszło, gdybym wyjawił ich tajemnicę?
Tymczasem para jeźdźców została dostrzeżona przez Karola i Emilkę. Dziewczyna rozpoznała swoją siostrę po stroju jeździeckim, który zazwyczaj na sobie nosiła. Pomachała jej ręką na znak, aby podjechali. Początkowo pomyślała sobie, że może siostra pogodziła się z mężem zdrajcą i teraz razem odbywali romantyczną przejażdżkę. Jednak na wspomnienie relacji, którą pół godziny temu przedstawił jej Karol, zrozumiała, że Róża spaceruje w towarzystwie innego mężczyzny.
Jakże wielkie było zdziwienie Karola, gdy zobaczył szwagierkę w towarzystwie służącego, zamiast u boku jej męża. Nic jednak nie powiedział – zagryzł jedynie usta. „Wszak nie zdziwiłoby mnie, gdyby postanowiła poszukać pocieszenia w ramionach innego.”
– Szukamy kozłka – wyjaśniła zapytanie w oczach Emilki. Starsza siostra wyglądała na szczęśliwą w towarzystwie Karola. Ucieszyło ją to.
– Źle się czujesz? – zapytała Emilia. W ciągu kilku dni Róża zmieniła się nie do poznania. Wyglądała na chorą i udręczoną. Aż korciło ją, aby dowiedzieć się, czy mąż o nią walczy.
– Bardzo źle – przyznała. Nieprzyjemne zawroty głowy oraz roztrzęsienie powróciły nagle z podwójną siłą. Gdyby nie chłód bijący od rzeki, który przynosił jej orzeźwienie, musiałaby zsiąść z konia, aby uniknąć upadku. Westchnęła, bo poczuła ból głowy. Odrzuciła na bok słowa Angeliki i uczepiła się zapachu wilgotnego nabrzeża oraz koszonej nieopodal, suszącej się na drewnianych wieszakach trawy. Ten swojski aromat przyniósł jej na myśl słodkie, niewinne dzieciństwo…
– Może jesteś przeziębiona? – pytanie siostry przywróciło ją do teraźniejszości.
– Tak, jest przeziębiona – przytaknął jej Piotr. Zrozumiał, że dziewczyna nie chce nikogo wtajemniczać w swoje małżeńskie problemy.
– Trzeba to wyleżeć, żeby nie było gorzej – odezwał się Karol.
Stajenny, który nie chciał się wtrącać w nieswoje sprawy, zeskoczył z konia i zaczął grzebać w ziemi małą łopatką. Zabrał ją ze sobą, aby wykopać roślinę. Dobrze znał pokrój kozłka lekarskiego, bo wielokrotnie szukał ziela dla matki. Po chwili z ziemi wydobył roślinę razem z korzeniem.
– Mam. Różo wracajmy, bo klacze czekają. – Za późno ugryzł się w język. Karol zmierzył go ganiącym spojrzeniem. Stajenny zwracał się imiennie do swojej pani! To bardzo mu się nie spodobało.
– Tak, jedźmy. Życzę wam miłego poranka! – pożegnała się, po czym niemrawo ruszyła konia do kłusu.
– Nie podoba mi się to – odezwał się Karol do Emilki, gdy tamci odjechali.
– A mnie by to nie zdziwiło. Twój brat potraktował ją bardzo źle. Podle! – fuknęła.
– Masz rację… Ale nie musi odpłacać się mu pięknym za nadobne.
– Moja siostra nie jest taka!
Gdy dziewczyna usłyszała ten zarzut, oburzyła się do tego stopnia, że jej policzki nabrały rumieńców. Rozczulony tym widokiem, Karol, objął ukochaną.
– Skoro tak mówisz, Moje Kochanie. – Pocałował ją namiętnie. Po chwili położyli się razem na kocu, który leżał rozłożony nieopodal w trawie…
***
Nie czuła się zbyt dobrze, ale praca przy koniach sprawiała jej zawsze tyle radości, że pochłonęła ją do reszty i pomogła zapomnieć o przeszłości. Piotr był pod wrażeniem jej wiedzy na temat koni. Na pastwisku dla źrebnych klaczy hasało już kilka nowonarodzonych źrebiąt. Przyjrzeli się pozostałym źrebnym klaczom, a następnie wybrali się na najdalsze pastwiska, aby zreperować płot.
– Różo, zostaw na chwilę ten płot i usiądź obok mnie! – krzyknął do niej mężczyzna. Rozłożył koc na trawie, po czym zaczął pałaszować drugie śniadanie.
Dziewczyna przypomniała sobie, że o tej porze miała jeść śniadanie z mężem. Posmutniała na chwilę, na wspomnienie jego osoby i tego, co powiedziała jej dziś rano księżna.
– Już idę! – odkrzyknęła i niespiesznym krokiem podeszła do koca.
– Co ci dolega? – zniecierpliwił się, gdy dostrzegł, że jego pani znów zadręcza się swoimi problemami.
– Angelika.
Usiadła obok niego. Nieprzyjemny skurcz w żołądku sprawił, że wzięła się w końcu do jedzenia.
– Wiele słyszałem o pannie baronównie, to znaczy o księżnej.
– Zapewnia mnie, że mój mąż mnie nie kocha… i że spał z nią w dzień naszego ślubu.
– Wierzysz jej?
– Oni kiedyś bardzo się kochali.
– Może powinnaś zapytać samą siebie, czy wierzysz i ufasz swojemu mężowi?
– Już sama nie wiem. Robi mi kompletny mętlik w głowie.
– Nie myśl o tym na razie. Przed nami dużo pracy. Odwiedzimy dzierżawców hrabiego, aby przekonać się, czy wszystko jest w porządku. Polecił mi to dzisiaj pan Orłowski.
– Mój teść?
– Tak.
– Zatem ruszajmy. Czym dalej będę od hrabiego tym lepiej.
Skinął głową na znak, że rozumie.
***
Drugie śniadanie minęło, minął też obiad i kolacja, ale ona się nie zjawiała. Walerian denerwował się i martwił. W końcu nie wytrzymał i poszedł do stajni, gdzie spotkał jednego ze stajennych.
– Pani hrabina wyruszyła dziś rano z Piotrkiem na pastwisko do źrebnych, później mieli płot naprawiać… a pan Orłowski kazał mu zajechać do dzierżawców, co by sprawdzić, czy czegoś nie potrzeba – brzmiała odpowiedź.
– No tak, dzierżawcy – przypomniał sobie, że kiedyś zajmował się ich sprawami i pomagał im.
Wrócił do pałacu i poszedł do salonu, aby napić się czegoś mocniejszego. W fotelu przed kominkiem zastał swojego brata.
– Dobry wieczór, Walery – rzekł na powitanie.
– Cześć, Karol – bąknął hrabia i usiadł na sofie.
Na widok strapionego brata, Karol wstał, aby go obsłużyć.
– Nalać ci czegoś mocniejszego? – Nie czekał na jego odpowiedź, tylko nalał mu likieru miętowego. Podał mu napój, następnie zajął miejsce obok niego. – Gdzież to podziewa się nasza pani hrabina?
– Pojechała ze stajennym do dzierżawców.
– Będzie z niej bardzo dobra gospodyni… – westchnął Karol. Pomyślał, że i Emilia byłaby dobrą gosposią. – A tak swoją drogą, ten Piotr za często się koło niej kręci.
– Nie rozumiem.
– Dziś spotkałem ich nad rzeką… Mówią sobie po imieniu.
– Stajenny mówi po imieniu do mojej żony?! – niedowierzał.
– Tak, i na twoim miejscu bardziej bym jej pilnował. Panny Najman są bardzo dobre i uczciwe, ale za tego Piotrka to ja nie ręczę. – Upił kilka łyków.
– Gdzie mieszka ten człowiek?
– W jednej z chatynek dla służby.
– Myślisz, że moja żona by mnie… zdradziła? – zastanowił się poważnie.
– Walery, każdy sądzi według siebie. Swoją drogą, nie wiem, czemu nie spędzisz nocy z żoną, zamiast izolować się od niej i schodzić jej z drogi. Ona jest kobietą z krwi i kości i potrzebuje faceta! To nie Angi! Weź się chłopie do pracy, radzi ci to twój młodszy, bardziej doświadczony brat. Ha, ha! – zażartował. – Wiem, że przyzwyczaiłeś się już do tego, że musisz oglądać obiekt uczuć z odległości, ale teraz masz żonę na wyciągnięcie ręki i trzeba przekroczyć pewne granice, żebyście się do siebie zbliżyli. Bez tego nie będzie między wami zgody… Takie jest moje zdanie. Miłość załatwi każdy smutek, żal i przyniesie także wybaczenie.
– Skoro tak mówisz – westchnął Walerian, po czym wypił likier miętowy do dna. – Ale słabizna! Coś ty mi, bracie, nalał? To chyba likierek mamy.
– W tym stanie lepiej będzie, jeśli nie wpadniesz w ramiona alkoholizmu. Nie uważasz?
– Jasne…
– … jak słońce! – dokończył za niego.
Poszedł do swojego gabinetu. „Spędzić z żoną noc. Wszak już spałem u jej boku!” Przypomniał sobie, jak wyskoczyła z łóżka, gdy spostrzegła się, że ją objął! „To nie będzie możliwe jeszcze bardzo długo. Och! Różo! Co ja narobiłem! Mogliśmy być tacy szczęśliwi!” Zatęsknił za nią do tego stopnia, że postanowił sprawdzić, czy przypadkiem nie schowała się przed nim w swoim pokoiku. Przecież był już wieczór! Jakież było jego zdziwienie, gdy nie zastał jej w łóżku. Sprawdził jeszcze, czy nie położyła się w ich sypialni małżeńskiej, ale nie było jej. Usiadł na łóżku i pomyślał: „Na pewno jest z Piotrem. Może nawet mnie zdradziła. A może zostali na noc u jednego z dzierżawców? Nie wiem, ale jutro załatwię tę sprawę! I wszędzie będę chodził za Różą. Nie pozwolę jej nikomu skrzywdzić!… A jeśli on jej coś zrobił?!”
Postanowił natychmiast pójść do chatek za pałacem, aby znaleźć mieszkanie Piotra i przekonać się, co właściwie dzieje się z jego żoną!
***
Była już pora kolacji, gdy wracali z objazdu. Ludzie zgłaszali głównie sprawy dotyczące watah psów włóczących się dziko i atakujących owce oraz inne zwierzęta gospodarcze. Poza tym kłusownik i kilka przeciekających dachów. Byli zmęczeni. Jechali drogą przechodzącą koło stajni dla źrebnych klaczy. Były już zamknięte, a robotnicy poszli posilić się i odpocząć.
– Wiesz co? Sprawdzę jeszcze raz tą klacz, która miała urodzić championa. Dziś wyglądała, jakby miała się zaraz oźrebić – rzekł Piotr, po czym oboje skręcili w stronę stajni. – Poczekaj tutaj chwilę.
Zeskoczył na ziemię i skierował kroki ku drzwiom budynku. Dziewczyna podążyła jego śladem.
– Idę z tobą.
Weszli do środka i zajrzeli do boksu Jasminy. Piotr przestraszył się, gdy ujrzał, że klacz leży.
– A niech to! Coś jest nie tak! – Natychmiast wszedł do boksu klaczy. – Chyba się zaczęło! Różo! Musisz mi pomóc!
– Ale jak?! – Nigdy nie odbierała porodów! Zawsze wzywali weterynarza, który znał się na koniach.
– Nic się nie bój, trzeba będzie pomóc przyjść małemu na świat.
Klacz długo męczyła się, bo nie mogła urodzić źrebięcia.
– Różo, to nie ma sensu!
– Ale jeśli pojadę po medyka…
– I tak będzie już za późno! Źrebię się dusi!
– Nie można go uratować?! – panikowała.
– Ani jej… – wyznał z przerażeniem.
– Zrób coś, proszę!
Mimo ich wysiłków wszystko poszło na marne.
– To koniec – rzekł zrozpaczony. Wstał i prędko wyszedł ze stajni. Gdy wrócił, Róża dostrzegła, że przyniósł ze sobą strzelbę. – Wyjdź! Nie chcę, żebyś na to patrzyła.
Wyszła ze stajni z krwią umierającej klaczy na dłoniach. Dobrze wiedziała, co się zaraz stanie. „Dlaczego wciąż tak wiele złego mnie spotyka?! Skąd się bierze to całe nieszczęście!” Strzał, dobiegający ze stajni, zmroził jej krew w żyłach. Później nastąpił drugi. Padła na kolana, zanosząc się płaczem…
Wrócili późną porą, gdy pałac pogrążył się już całkowicie we śnie. Róż drżała z emocji i zimna, które opanowały całe jej ciało.
– Nie chcę nikogo obudzić, pałac jest już na pewno zamknięty. Idę spać do boksu – oznajmiła. Stała u boku konia, na roztrzęsionych nogach.
– Możesz przenocować u mnie – zapędził się Piotr.
– Wiem, że to byłoby jedynie z powodu twojej dobrej woli… ale będzie lepiej, jak prześpię się sama w boksie.
– Nie sama, będę cię pilnował! Inaczej hrabia urwie mi głowę! – zażartował, choć było mu niezmiernie ciężko. Taki cios – śmierć championów czystej krwi. Nie potrafił patrzeć, jak te biedactwa konają na jego oczach. Pomyślał, że pewnie zostanie pociągnięty za to do odpowiedzialności. To jednak nie miało dla niego znaczenia w obliczu takiej wielkiej straty.
Usiedli w jedynym z pustych boksów, w stajni nieopodal pałacu.
– Sam trenowałem tą klacz. Jasmina była mistrzynią w sztuce ujeżdżenia.
– Tak mi przykro. – Chciała jakoś pocieszyć biedaka, ale sama się rozpłakała. Położyła się na sianie i objęła rękoma kolana. Piotr okrył ją swoją kurtką. Dziewczyna była cała poplamiona krwią.
– Zaraz przyniosę ci kozłka z mojej chaty. Zostało jeszcze pół kubeczka, gdy wychodziliśmy.
Poszedł i prędko wrócił z naparem, który dziewczyna wypiła do dna. Kilka minut później poczuła, jak sen wciąga ją do swojej mrocznej krainy.

– Śpij, Różo. Ja usiądę sobie tutaj, nieopodal i będę cię pilnował.
Zasnęła chwilę później, z nadzieją, że gdy się obudzi, to wszystko okaże się jedynie złym snem.
Patrząc na jej ładną buzię, pomyślał: „Jak można było zdradzić taką wspaniałą kobietę? Ten hrabia jest jakimś kompletnym idiotą, albo na tyle jeszcze nie zdążył poznać swojej żony, aby ją docenić.” On sam nigdy nie tknąłby jej palcem, ale gdyby powiedziała mu, że go kocha, to zrobiłby wszystko, żeby z nią być. Westchnął jedynie, po czym oparł się plecami o ścianę boksu. Po chwili sam zasnął ze zmęczenia.

